Gościem specjalnym warsztatów EMT TOUR: Technologie Przemysłu 4.0 w integracji i utrzymaniu ruchu procesów produkcyjnych był trener Jerzy Engel, z którym miał okazję porozmawiać nasz ekspert Kamil Jastrzębski. Posłuchajcie! 🙂



Kamil Jastrzębski: Dzień dobry, witam w EMT TV. Ja mam na imię Kamil, ze mną jest selekcjoner reprezentacji Polski w latach 2000-2002, pan Jerzy Engel. Panie Trenerze, kto wygra Ligę Mistrzów w 2019 roku?

Jerzy Engel: Do wczoraj byłem przekonany, że będzie to Liverpool, ale jak zobaczyłem mecz Chelsea z Arsenalem (a dla mnie Arsenal był zdecydowanie lepszym zespołem PRZED tym meczem, i przegrał 4:1), to zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście dobrze typuję. Ale dla mnie – Liverpool, bo ja cenię ten zespół, lubię ten zespół, i z przyjemnością się go ogląda.

KJ: Na pewno będzie to drużyna angielska. Nie jest pan zdziwiony, że rozgrywki europejskie zdominowały drużyny angielskie?

JE: Nie, nie jestem. Od wielu lat Anglicy prowadzą właściwą politykę, jeśli chodzi o rozwój własnej ligi; ta liga jest najbogatszą i najciekawszą w Europie, grają tam najlepsi piłkarze i pracują najlepsi trenerzy; ma największy budżet. A więc można powiedzieć, że absolutnie zasłużenie te zespoły są w finale.

KJ: Przenieśmy się do Gliwic. Piast Gliwice jest obecnie mistrzem Polski. Jak pan ocenia szanse tej drużyny na arenie europejskiej?

JE: Przede wszystkim wielkie gratulacje dla Piasta. Jesteśmy dzisiaj w mieście mistrzów, w Gliwicach, a więc – wielkie wydarzenie. Myślę jednak, że to trzeba rozdzielić: zdobycie tytułu Mistrza Polski i występ w pucharach europejskich. Ta drużyna nie jest gotowa na takie wyzwania jak puchary europejskie. Ona MOŻE być gotowa, jeśli będą wzmocnienia składu. W tej chwili prezentuje solidny, dobry futbol, który wystarcza na arenie polskiej, żeby zdobyć mistrzostwo, ale czy wystarczy na arenie międzynarodowej, żeby troszeczkę zaszaleć? Myślę, że jeszcze nie.

KJ: Przed chwilą podczas prelekcji opowiadał pan o roli lidera. Mówił pan między innymi o marzeniach, więc może te marzenia piłkarzy w Gliwicach się spełnią? Natomiast chciałbym nawiązać do tego lidera. Jak ważne są umiejętności miękkie dla inżyniera w przemyśle?

JE: Są dokładnie tak samo ważne, jak technologie. To wszystko jest właściwie sprzężone z sobą. Jeżeli ktoś nie umie liderować, a ma najlepszą technologię, to nie osiągnie sukcesu. Z kolei jeśli jest świetny lider, a nie ma dobrej technologii wokół siebie, to osiągnie sukces, ale nie tak wielki, jak mógłby osiągnąć, będąc wsparty znakomitą technologią.

KJ: Moja rodzina pochodzi z rejonów Wrocławia, z Partynic. Mój tata jeździł na koniach – był dżokejem, podobnie ciocia. Zdaje się, że to jest bliski panu temat.

JE: O tyle bliski, że od ponad 20 lat jesteśmy z żoną i całą rodziną hodowcami koni wyścigowych pełnej krwi angielskiej. Odnosiliśmy i odnosimy sukcesy na torach polskich, także bardzo się cieszę, że mamy coś wspólnego, bo to piękne zwierzęta i jak mówi Kevin Keegan – były trener reprezentacji Anglii – kto nie umie kochać koni, ten nie umie tak naprawdę kochać ludzi. Rzeczywiście są to cudowne zwierzęta i warto się z nimi zaprzyjaźnić.

KJ: Lepiej im dawać cukier czy marchewki?

JE: Marchewki! Cukier dla nikogo nie jest dobry – ani dla koni, ani dla ludzi.

KJ: Mam ostatnie pytanie. Przebywał pan z piłkarzami w 2002 roku na Mistrzostwach w Korei i Japonii. Przebywał pan z nimi w szatni, widział pan, jak oni się zachowują. Który z nich miał największego stresa przed wyjściem na boisko?

JE: Muszę powiedzieć z lekkim zdziwieniem, że większość zawodników miała olbrzymi stres wywołany właśnie tą imprezą. Przez całą swoją karierę reprezentacyjną, przez całą swoją życiową karierę piłkarską marzyli o tym, żeby w ogóle zaistnieć w takim futbolu międzynarodowym. Nie udawało im się. Przez 16 lat my nie mogliśmy nigdzie awansować, a więc była to jedna generacja kibiców, jedna generacja piłkarzy. Dla wielu z nich te mistrzostwa świata to było zakończenie, uwieńczenie kariery, a więc stres był niebywale wielki. I to było to największe zaskoczenie, z którym się zderzyłem, że tak doświadczeni piłkarze ulegli tak wielkiej presji. Także nie potrafiłbym wymienić jednego. Zmiana klimatyczna, zmiana czasowa powodowały, że myśleliśmy, że po 3-4 dniach wszyscy będą już OK. Tymczasem po wielu, wielu dniach zawodnicy wciąż przychodzili do lekarza po pigułki nasenne, bo nie mogli usnąć. To pokazuje, jak wielki stres towarzyszy takiej imprezie i wcale się nie dziwię, że kolejne generacje naszych piłkarzy, mimo, że mają już doświadczenie na tego typu imprezach (bo my nie mieliśmy żadnego, my szliśmy jako beniaminek i żaden z zawodników nie miał tego typu doświadczenia ani w Mistrzostwach Europy ani w Mistrzostwach Świata), nie uzyskują absolutnie lepszego wyniku, aniżeli my w Korei w 2002 roku.